poniedziałek, 2 marca 2015
Rozdział 2
Siadam w ostatnim rzędzie w nadziei, że nauczyciel mnie nie zaczepi. Powiedzmy, że nie jestem najlepszą uczennicą jeśli chodzi o historię.
Rozdział 1
- Camile, już jest!- woła z dołu mama.
- Idę!- odkrzykuję.
Zerkam jeszcze raz w lustro i lekko przeczesuje palcami włosy. Mimowolnie na moich ustach pojawia się uśmiech. Czuje przepełniającą mnie radość. Minęło tyle czasu…
W biegu chwytam torbę i schodzę na dół.
To tak… Niedawno, ściślej mówiąc dwa dni temu przeprowadziłyśmy się z mamą do Stratford gdzie dorastała. To trochę dziwne bo jest połowa października a ja muszę chodzić do szkoły. Decyzja o wyprowadzce była dość spontaniczna. Myślę, że mamie dobrze zrobi nowe miejsce…
Przed wyjściem całuję moją rodzicielkę w policzek i szepczę:
- Kocham cię.
Kobieta cicho się śmieje.
- Ja ciebie też. A teraz leć, nie każ mu czekać!
Szybkim krokiem kieruję się do wyjścia.
- Powodzenia w szkole!- słyszę na odchodne.
Nie odpowiadam wychodzę i cicho zamykam za sobą drzwi.
Widzę go. Stoi oparty o samochód w tej swojej luzackiej pozie. Nic się nie zmieniło.
- Justin!- piszczę i podbiegam do chłopaka.
Ten śmieje się lekko, ściska mnie w niedźwiedzim uścisku i odrobinę podnosi do góry.
- Camile! Boże, jak ja się za tobą stęskniłem.- mruczy tuląc mnie mocniej.
Z moich ust wychodzi głośny chichot. Jezu, jak mi go brakowało.
- Ja też tęskniłam.
Kiedy chłopak mnie puszcza. Oboje nie wiedząc czemu wybuchamy śmiechem.
- Musimy jechać bo się spóźnimy.- oświadczam z uśmiechem.
Justin otwiera mi drzwi od strony pasażera wykonując taki śmieszny ruch ręką. Z uśmiechem wsiadam do środka.
Po chwili odjeżdżamy.
Justin Bieber, brązowowłosy chłopak patrzący na mnie tymi swoimi jasno karmelowymi oczami. Bóg seksu i mój najlepszy przyjaciel… chyba od zawsze. To raczej naturalne zważywszy na to, że nasze mamy też są przyjaciółkami. Ostatni raz widzieliśmy się rok temu na wakacje kiedy odwiedził mnie w Nowym Jorku.
Jazda samochodem mija szybko. Po drodze rozmawiamy o wszystkich rzeczach, które się wydarzyły kiedy się nie widzieliśmy. Opowiadam mu o postępach w rozpakowywaniu i jeszcze raz przepraszam, że nie mogliśmy się spotkać od razu po moim przyjeździe.
Kiedy jesteśmy na miejscu Justin odwraca się w moją stronę.
- Zdenerwowana?- pyta ze swoim cwanym uśmiechem.
- Jeszcze jak.- odpowiadam szczerze- Ale chyba mnie nie zostawisz?- pytam wydymając dolną wargę.
- Jakże bym mógł zostawić biedną, małą Cam na pożarcie.
Wychodzimy z samochodu. Widzę jak na jego twarzy maluje się rozbawienie.
- Nabijasz się ze mnie?- pytam zaczepnie.
- A wyglądam jak bym się nabijał?- odpowiada pytaniem na pytanie.
Przewracam oczami.
- Justin!- piszczę i szturcham go w ramię. Powoli idziemy w stronę budynku szkoły.
- Lubię jak dziewczyny mówią w ten sposób moje imię.- mówi śmiesznie poruszając brwiami.
Robię obrzydzoną minę.
- Zboczeniec.- mruczę.
Słyszę jego śmiech a po chwili czuje znajomy ciężar jego ręki na swoich ramionach.
- Przez grzeczność nie zaprzeczę.
Prycham.
Wchodząc do szkoły jestem boleśnie świadoma tych wszystkich par oczu wypalających dziury w moim ciele. Może to nie był dobry pomysł żeby pojawiać się z Justinem.
- Hej Justin.- mówi jakaś dziewczyna przechodząca obok nas. Uśmiecha się do niego prowokująco dotykając lekko jego umięśnionego ramienia. Następnie obrzuca mnie pogardliwym spojrzeniem i odchodzi trochę przesadnie kręcąc tyłkiem w praktycznie nie istniejącej spódniczce. Przewracam zdegustowana oczami. Równie dobrze mogłaby mieć napisane na czole „przeleć mnie”.
Patrzę na chłopaka, który uważnie śledzi odchodzącą dziewczynę.
- Serio?- pytam szturchając go.
- Co?- pyta z trudem odwracając wzrok od tamtej.
- Mógłbyś z łaski swojej przy mnie nie pieprzyć spojrzeniem innych dziewczyn?
Na jego usta wlewa się krzywy uśmiech.
- A co skarbie, zazdrosna jesteś?
Śmieję się cicho.
- Nie pochlebiaj sobie Bieber.
Chłopak robi smutną minę, ale mnie nie nabierze.
- Daruj sobie.- parskam.
Oboje się śmiejemy.
- Yo Justin!
- Matt!
Patrzę na chłopaka, który podchodzi do Justina i przytula go „po męsku”. Po chwili jego spojrzenie wędruje do mnie.
- A co to za piękność.- mówi unosząc brwi.
- Uważaj bo się zarumienię.- odpowiadam trochę opryskliwie.
-Uuuu ma pazurki. Lubię takie.- mówi chłopak zbyt entuzjastycznie.
Justin śmieje się i mówi.
- Matt to Camile. Cam ten niewyżyty seksualnie facet to Matt.
- A więc Camile…
- Daruj sobie bro. Ona jest poza twoim zasięgiem. Tknij ją a oderwę ci jaja.- mówi Justin poważnym tonem.
Od tej wspaniałej konwersacji ratuje mnie dzwonek.
- Doobra wy sobie tu panienki dyskutujcie, a ja idę na historię.- odzywam się z lekkim uśmiechem.
Całuje Justina w policzek i odwracam się, jednak chłopak łapie mnie za nadgarstek.
- Widzimy się później?- pyta. Och jaki on jest przy mnie uroczy.
Kiwam głową i idę wzdłuż korytarza.
Zapowiada się długi dzień.
~ ~ ~
No i jesteśmy kochani. Pierwszy rozdział dość krótki, ale to tylko wstęp. Oficjalnie chcę się z wami przywitać więc... Witajcie w " Best Friends" blogu w pełni pisanego przez mua xD.
Pierwsze co chce wam powiedzieć: komentujcie, chciałabym wiedzieć jak i czy wam się podobają te moje wypociny ;). Jestem otwarta na wszelkie uwagi i sugestie. Do tego po boku pojawi się ankieta (o ile już jej nie ma). Klikajcie i odpowiadajcie to naprawdę dużo pomoże. Co do częstości dodawania rozdziałów... szczerze mówiąc nie wiem. To dopiero początek i żeby was zachęcić do czytania wstawię tu jeszcze jeden rozdział. Mam kilka już przygotowanych więc myślę, że dodanie co tydzień next'a będzie okay. Wiadomo, jeśli będziecie komentować rozdziały pojawią się szybciej ;).
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)