Rozdział 2
Siadam w ostatnim rzędzie w nadziei, że nauczyciel mnie nie zaczepi. Powiedzmy, że nie jestem najlepszą uczennicą jeśli chodzi o historię.
Moje modły najwyraźniej zostały wysłuchane! Profesor nawet się nie zatrzymał przy moim nazwisku. Czego nie mogę powiedzieć o uczniach. Ludzie, skoro już mnie obgadujecie to tak żebym nie słyszała! To naprawdę takie trudne?
Nauczyciel opowiada nam o jakiejś wojnie. Co na pewno byłoby bardzo interesujące gdybym słuchała… chociaż nie, skreślam to. Nuudaa. Zaczynam rysować w zeszycie jakieś nieodgadnione kształty kiedy wzdrygam się jak poparzona. Do Sali wpada (dosłownie wpada) jakaś dziewczyna.
- Reed, kolejny raz w tym miesiącu?- pyta bezbarwnie nauczyciel.
- Przepraszam?- zabrzmiało to bardziej jak pytanie.
Po klasie rozchodzi się głośne westchnienie profesora.
- Siadaj Reed.- mówi tym samym tonem
Dziewczyna o nazwisku Reed rozgląda się dyskretnie po klasie. No pięknie. Tylko koło mnie jest wolne miejsce, przynajmniej do czasu gdy nie sadza na nim swojego tyłka.
- Hej.- mówię. Nie chce wyjść na nie miłą. No i skoro jestem nowa to przydałoby się kogoś poznać.- Jestem…
- Wiem kim jesteś.- odpowiada tamta sucho.- Jesteś nową dziwką Biebera.
Co?! No proszę jak widać komunikacja w tej szkole działa bez zaszczerzeń. Ale nie będę ukrywać nie podoba mi się, że nazywają mnie dziwką. Znaczy… ja wiem jaki jest Justin. Dla niego liczy się tylko dobra zabawa. Zresztą, nie musi się nawet odrobinę wysilać dziewczyny same do niego mkną. Najwyraźniej kochają wielkich złych chłopców, czy coś.
Prycham pod nosem.
- Nie. Jestem jego przyjaciółką.- odpowiadam odrobinę sceptycznie.
Nieznajoma rzuca mi spojrzenie mówiące „Taa, jasne.” Coraz bardziej mnie wkurwia.
- Na serio, znam go od małego. Tylko, że mieszkałam w Nowym Jorku. Nie ma nic poza przyjaźnią.
Czemu ja jej się tłumaczę? A no tak, chce mieć znajomych.
- Przyjaciele, czy przyjaciele z korzyściami?- pyta dziewczyna.
Czuje, że się krzywie na słowo „korzyści”.
- TYLKO przyjaciele, żadnych korzyści.- odpowiadam.
Jej twarz się rozchmurza i widzę na niej leciutki uśmiech. Ta cała sytuacja odrobinę mnie peszy.
- Aha, no to… Jestem Page.- mówi miło. Mam ochotę się zaśmiać, tak szybko przechodzi w stan serdeczności.
Zauważam, że ma lekko falowane rude włosy.
Kiwam jej głową. Cicho się śmiejemy. Ale najwyraźniej za głośno.
- Może panie opowiedzą całej klasie ten jakże śmieszny dowcip?- pyta porządnie zirytowany profesor.
***
- A no i wiesz… Sorry za tamto. Po prostu wkurzają mnie te wszystkie bezmózgi. Halo, trochę szacunku do samej siebie.- mówi Page.
- Spoko.- odpowiadam najnormalniej na świecie. Nagle czuje jak jej ręka zacieśnia się na moim nadgarstku.
- Choć muszę cię poznać z kimś poznać.
I faktycznie ciągnie mnie w stronę jakiejś czarnowłosej, wysokiej dziewczyny.
- Emily to Camile. Camile to Emily. Okay poznane.
Wszystkie trzy się śmiejemy. Potem jak nakazuje zasada grzeczności mówimy sobie z Emily ciche „cześć”.
- Więc ty jesteś tą przyjaciółką… Boże jak to dziwnie brzmi, dziwie się, że przechodzi mi to przez usta… Justina?
Wybucham śmiechem.
- To chyba ja.- po chwili dodaję.- Skąd wiesz?
- Jace mi powiedział. Chłopaki dostali absolutny zakaz bliższego spouchwalania się z tobą.- obie się śmiejemy.
- Jace?- pytam.
- Mój chłopak.- mówi Emily.
- Aha.
- To co, idziemy coś zjeść?- pyta moja nowa znajoma.
- Jasne, umieram z głodu.- mówię i wszystkie trzy idziemy w stronę stołówki.
Justin’s POV:
- Ej widzieliście tą nową laskę? Jest gorącaa!- mówi z wielkim entuzjazmem Kevin.
- Ten jej tyłe…
W tym momencie nie wytrzymuje i przerywam Mikowi.
- Stary lepiej zamknij tą swój durny ryj zanim ja to zrobię.- mówię z powagą. Nikt nie będzie mówił o tyłku Camile, na pewno nie przy mnie.
- A tobie co Justin? Ta wczorajsza brunetka dała ci w kość?- pyta z głupawym uśmieszkiem Kevin.
- Ta nowa to przyjaciółka naszego Justina.- mówi z krzywym uśmieszkiem Jace.
Niemal słyszę te wszystkie prychnięcia.
- Bieber ma wiele przyjaciółek.- parska Kevin przez śmiech szturchając mnie w ramię.
- Ale ta nie jest od seksu.- mówi Jace tym samym tonem.
Co do kurwy?! Zaczynają mówić jakby mnie nie było czy co?
- Nie, nie jest.- syczę.- I jeśli tylko, któryś z was ją ruszy przysięgam, że kurwa zabiję.
- Wyluzuj bro, to tylko żarty.- mówi Mike.
Camile’s POV:
- Okay to ja lecę.- mówi Page na stołówce.
Marszczę brwi i chwytam ją za łokieć.
- Co? Czemu? Przecież miałyśmy coś zjeść.
Emily cichutko chichocze a Page śmiesznie wykrzywia usta. Jakbym powiedziała coś kompletnie niedorzecznego.
- Camile, patrząc na spojrzenia rzucane w naszą stronę przez twojego „przyjaciela” wnioskuje, że chce byś usiadła z nim. Wybacz mi ale wolę z własnej woli nie siedzieć od Biebera i jego koleżków bliżej niż pięć metrów. Ale nie martw się Emily też z nimi siedzi.- potem odwraca się i idzie do jakiejś grupy, z której nikogo nie kojarzę. Rzuca nam jeszcze tylko przez ramię.- Do zobaczenia później!
Patrzę zdezorientowana na Emily.
- O co jej chodziło?
Dziewczyna wzrusza ramionami. Powoli ruszamy w stronę stołu przy którym siedzi Justin.
- Kto wie.- odparła.- Ona ma jakieś dziwne do nich uprzedzenie, ale nie powiedziała mi dlaczego.- po krótkiej chwili dodaje.- Gdybyś wiedziała jak zareagowała gdy powiedziałam jej, że spotykam się z Jacem. Oszalała, nie odzywała się do mnie przez trzy tygodnie.
Nic nie mówię. Muszę to sobie przeanalizować. Nigdy nie myślałam o Justinie jako podrywaczu, znaczy wiem, że nim jest ale…
Podchodzę do mojego przyjaciela. Staje za nim obejmuje go za szyję i całuje w policzek.
- Hej.- szepcze mu do ucha.
- Hej.- odpowiada dotykając moich rąk oplatające jego szyję.
- Czyli Bieber naprawdę może mieć przyjaciela płci pięknej?- pyta unosząc brwi jakiś chłopak z ciemnymi oczami i włosami, którego nie znam.
Ale obok niego zauważam siedzącego Matta i jakiegoś chłopaka trzymającego na kolanach Emily domyślam się, że to jest Jace. Oczywiście siedzą też tu sportowcy co wnioskuje bo ich bluzach z nadrukiem szkolnej drużyny.
Śmieje się na te słowa.
- Najwyraźniej.- mówię z wielkim uśmiechem.
Puszczam chłopaka i siadam na miejscu obok niego. Czuje się odrobinę niezręcznie. Wiem, że wszyscy się na mnie gapią.
- Więc jak mija ci pierwszy dzień w szkole?- pyta Jace.
- Nie jest źle ale dostałam pierwsze upomnienie na lekcji historii.- mówię wzruszając ramionami.
- Co za zła dziewczyna.- mówi cicho Justin na co lekko uderzam go w ramię, a on dla efektu robi zbolałą minę i masuje sobie rękę. Śmieje się na jego zachowanie.
- Ooo, jesteście uroczy.- piszczy Emily.
Moje spojrzenie i Justina spotykają się po to żebyśmy za chwilę wybuchli oboje gromkim śmiechem.
- Hej Justin.- mówi jakiś rudzielec podchodząc do Justina i od razu wspina mu się na kolana siadając okrakiem.
Do stolika podchodzi jeszcze kilka innych dziewczyn i siadają na kolanach chłopców.
Rudzielec jak gdyby nigdy nic przysywa się do szyi Justina i ociera o niego. Serio myśli, że nikt tego nie widzi czy jak? Chłopak zbytnio się nie broni. Ale czy muszą to robić przy wszystkich?
Patrzę przed siebie z grymasem na twarzy. Emily posyła mi współczujące spojrzenie. Niby czemu? Wzruszam do niej ramionami i sięgam po jabłko z tacy Justina. Biorę gryza i chyba tym właśnie zwracam uwagę rudej na siebie.
Odrywa się od chłopaka i mierzy mnie spojrzeniem. Ach te oczy, pełne pogardy. Czemu mnie to nie dziwi?
- A ty jesteś?- pyta.
- Aktualnie obrzydzona.- odpowiadam spokojnie patrząc jej prosto w oczy.
Słyszę kilka parsknięć śmiechem. Czuje jak Justin kopie mnie lekko w łydkę. Chyba nie chce stracić okazji na swoją „przygodę”.
Dziewczyna nic nie mówi tylko patrzy na mnie ze złością.
- No co?- pytam.- Jak chcecie to robić to proszę idźcie sobie gdzie indziej. Ja na serio nie chce tego oglądać.- mówię lekko się uśmiechając, co wkurza ją jeszcze bardziej.
Prycha podnosi się z kolan chłopaka i idzie ciągnąc go za sobą. Justin jeszcze się odwraca mówiąc do mnie bezgłośnie „pogadamy później”. Oho chyba mam kłopoty.
Matt przybija mi piątkę i się śmieje.
- Ubóstwiam go ale nie chce widzieć jak pieprzy się z jakąś laską w ubraniach.- stwierdzam głośno.
- Od jak dawna się znacie?- pyta chłopak obok Matta.
Śmieję się lekko, widzę jak reszta stolika pochyla się bardziej w moją stronę.
- Czy ja wiem… Chyba od zawsze.- mówię.
-No to na pewno też wiesz, że nie słynie z żadnych bliższych relacji z dziewczynami. No, oprócz tych fizycznych.- ciągnie chłopak dalej.
Patrzę na niego a moje oczy natychmiastowo się zwężają. Czy to dziwne, że mam ochotę dać mu w twarz? Krzesłem najlepiej?
- Daj jej spokój Kevin.- Emily ratuje sytuację.
Jestem dość pyskata i nieczęsto się zdarza żebym się komuś nie odgryzła. Zwłaszcza jak powie coś o mojej przyjacielu. Robię głęboki wdech.
- A więc… Kevin.- zaczynam.- Pozwól, że cię uświadomię. Dokładnie wiem jaki jest Justin. Wiem, że woli dziewczyny na jeden raz. Bo chyba nie poszedł z tamtą grać w warcaby, prawda? I grzecznie proszę abyś zszedł ze mnie, okay? Chyba, że to co mówię jest dla ciebie niezrozumiałe.- prostuję się na krześle.
Na jego ustach pojawia się delikatny krzywy uśmieszek.
- Spokojnie, luz.- odpowiada.- Mówił ci już ktoś kiedyś, że jesteś słodka kiedy się denerwujesz?- patrz na mnie i unosi zawadiacko brwi do góry.
Prycham w nagłym rozbawieniu.
- To powinieneś uważać żeby nie nabawić nie próchnicy.- parsknęłam, niektórzy faceci są tacy tandetni. Zero oryginalności.
Usłyszałam kilka parsknięć śmiechem. Emily uśmiechnęła się do mnie szeroko a Jace puścił oczko.
Może jednak nie będzie tak źle.
~ ~ ~
Tak jak obiecałam wstawiam rozdział 2. Przypominam o komentowaniu i ankietce, to wiele dla mnie znaczy by poznać waszą opinię.
Dobra to do następnego! :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz